piątek, 26 listopada 2010

Technika jazdy jednośladem

Co zrobić, jeśli tak troszeczkę  poniesie nas fantazja, przekroczymy motocyklem 60 km/h i znajdziemy się w  podobnej jak wymieniona poniżej sytuacja? Właściwa decyzja to połowa  sukcesu, należy podjąć ją w odpowiednim miejscu i najkrótszym możliwym czasie...
Oto często spotykana w naszych  miastach sytuacja drogowa rodząca wzajemne antagonizmy między kierowcami  samochodów i motocykli. Wyobraźmy sobie szeroką, długą ulicę w mieście  X, po której powoli ( 50 km/h) porusza się środkiem pasa samochód  osobowy. Jego kierowca jednocześnie z naciśnięciem pedału hamulca włącza  lewy kierunkowskaz spogląda pobieżnie w lusterko wsteczne i  stwierdzając, że nikt go nie wyprzedza dokonuje skrętu w lewo, w wąską  osiedlową dróżkę.
Tymczasem z tyłu, w odległości  około 150 m jadę – ja,  motocyklista doskonały. Z wygospodarowanego od  żony wolnego czasu zostały jeszcze dwa kwadranse, a dopiero teraz  naprawdę rozgrzałem się jazdą. Mój, przecinak pasuje do mnie jak dobrze  skrojony garnitur, więc mija tylko chwila i mam 140 km na szafie. ( na  drodze z pierwszeństwem przejazdu ). Ominięcie zaparkowanej zawalidrogi  nie wzbudza mojej specjalnej czujności, przecież to częsty i banalny  manewr. To nic, że prędkość wymusza odpowiednio długi skręt, mam  przecież wolny czterometrowy lewy pas. Należy tylko wcześniej złożyć  się, precyzyjnie ustawić maszynę obok osi jezdni i łyknąć gościa jak  pelikan rybkę. Właśnie poprawiam na szyi apaszkę, gdy łapie mnie  przeraźliwy skurcz gardła. Rety!!! Błysk stopów samochodu wzmaga to  uczucie, którym najchętniej obdarowałbym policjanta drogówki.
Ten czub skręci w lewo ! Drążąca w  głowie myśl, dodatkowo opóźnia podjęcie ratunkowej decyzji. Czyżby  trafił się ślepy ? “Idiota” i nie widział motocyklowego światła w  lusterku? Z żołądkiem pod gardłem wykonuję alarmowe hamowanie,  posługując się przednim i tylnym kołem, a gdyby jeszcze można było, to  zaprzęgłbym do tego zelówkę buta. Zjeżone pod kaskiem włosy wyprostowały  się do reszty, a do uszu dobiega charakterystyczny wizg opon, dowodząc,  jak mi się zdaje, że więcej się już nie da.
Resztę uwagi skupiam na analizie  odległości pomiędzy samochodem potencjalnego mojego mordercy, a drogą, w  którą pragnie skręcić. Byłem już kilka razy w podobnej sytuacji i  czuję, że nie zdążę wyhamować! Pozostaje mi 40 metrów i ze sześć dych za  dużo na szafie ! Pobranie gościa z lewej strony nie wygląda  zachęcająco, gdyż on mnie nie widzi i zapewne dokończy manewr.  Zatarasuje wtedy cały pas ruchu, motocykl wpadnie do kabiny niby  dodatkowy pasażer, a ja prawdopodobnie pofrunę dalej zawadzając tylko  udami o słupek dachu.  Ale wizja ! Wrrrr?
Za duże ryzyko, błyskawicznie  rozważam. Jakiś niezbadany głos szepcze do ucha: Z prawej, omiń z  prawej… Oczywiście istnieje jeszcze szansa, że zdąży wjechać i w miejscu  potencjalnego zderzenia zastanę pustą po pojeździe lukę. Wóz albo  przewóz, myślę puszczając heble (dla odzyskania właściwości skrętnych) i  kładę sprzęta w prawo. Dosłownie o milimetr wcześniej ten ślepy zawalidroga za kółkiem  przejechał dalej.  Uff! Udało się. Teraz adrenalina trzyma jak najlepszy  narkotyk, mógłbym chyba wyrwać drzewo z korzeniami. A może by tak teraz  zawrócić i dokonać zemsty na i tak niepotrzebnym przecież jego bocznym  lusterku?
Przez kilka kolejnych przecznic  jadę jakby nieobecny duchem rozmyślając dalej: Jednak jestem kapitalnym  jeźdźcem, bo inny nie uratowałby się z opresji. Nawet Max Biaggi pewnie  nie dałby rady, przecież oni tam na tych torach tylko kręcą się bez  sensu w kółko. Mają wszystko jak małpy wytrenowane i do tego najlepsze  motocykle świata. Tutaj to była akcja ! Jak opowiem, to kumple nie  uwierzą.
Sądzę, że każdy z nas mógłby w tym  krótkim opowiadaniu odnaleźć psychologiczną cząstkę siebie. Analizując  powyższą sytuację zastanawiam się, kto byłby sprawcą zaistnienia  ewentualnego wypadku. P. Cóż za różnica, komu  wlepią mandat i kiedy uprzątną potłuczone szkła oraz rozlany olej z  jezdni? Kark niestety nadstawiamy my, ściganci. Często jesteśmy  zarozumiali, zbyt pewni własnych umiejętności, niepokorni, ślepi. Ktoś  mądry powiedział kiedyś, wskazując cmentarną alejkę: Tam leżą ci, co  mieli pierwszeństwo przejazdu – Coś w tym jest.
Nie ulega wątpliwości, że miasto z  asfaltami jak po klęsce żywiołowej, z mizernie wyszkolonymi kierowcami  aut etc. to nie najlepsze środowisko dla popisowej jazdy na motocyklu  sportowym. Sądzę, że pewnych rzeczy nie da się ze sobą pogodzić, a kto  chce nadmiernie ryzykować, może szybko wyczerpać swój zapas szczęścia.  Benzyna i woda nie mieszają się przecież. Nasuwa się takie porównanie z  gościem, który chce wnieść skuter wodny na basen kąpielowy, solennie  przy tym obiecując, że nikomu z pływających nie zrobi krzywdy?

Ale co zrobić, jeśli już tak  troszeczkę poniesie nas fantazja, przekroczymy owe 60 km/h i znajdziemy  się w podobnej jak wymieniona na wstępie sytuacja? Właściwa decyzja to  połowa sukcesu, należy podjąć ją w odpowiednim miejscu i w najkrótszym  czasie. Powyższy schemat jest pewnym uproszczeniem i nie zawiera wielu  mających wpływ na skuteczność decyzji czynników jak
Umiejętności kierowcy (różny czas  reakcji 0,3-0,9 sekundy,doświadczenie, predyspozycje psychiczne,  spożyty alkohol, zmęczenie, wiek itp.) rodzaj motocykla, (stan  techniczny, rodzaj opon i stan ich rozgrzania) prędkości pojazdów, ilość i ” jakości” innych  użytkowników drogi, porowatość, czystość,  pofałdowanie nawierzchni, zachowanie kierowców w chwili  poprzedzającej incydent, widoczność, przezroczystość  szybki w kasku..
Uważam, iż dawanie innym rad  dotyczących zachowania na drogach (szczególnie w ekstremalnych  sytuacjach) jest trudne, gdyż właściwa decyzja zależy od niezliczonej  liczby wzajemnie przeciwstawnych czynników. Zachowanie, które jeszcze  przed chwilą było właściwe, po 20 metrach może okazać się tragiczne w  skutkach. Kierującemu potrzebny jest wtedy nie tylko błyskawiczny zmysł,  ale i pozbawione tłuszczu sprawne fizycznie ciało, aby wykonać  ratunkowy plan.
Tymczasem jeździć trzeba, bo  motocyklowy wirus zżera do szpiku kości, że aż boli. Dlatego pamiętajmy,  że im mocniej odkręca się gaz, tym bardziej należy tracić zaufanie do wszystkiego, co się rusza po drogach i poboczach. Pracujmy nad  płynnością własnych reakcji, wystrzegając się jak ognia paniki,  niekontrolowanego użycia dźwigni oraz raptownych szarpnięć kierownicą.  Myślmy, przewidując za innych i pamiętając, że na hamowanie zawsze  potrzeba jest i o wiele więcej miejsca niż na ominięcie
Jeśli jakiś pojazd jedzie  podejrzanie wolno, przyjmijmy hipotezę, że chce gdzieś skręcić i nie  jest ważne czy ma i czy włączył kierunkowskaz. Warto zaobserwować gdzie  patrzy kierowca, może szuka księgarni lub apteki, może gada przez  komórkę lub wypatruje bocznej ulicy. Jeśli istnieje droga w lewo to  znienacka w nią skręci i lepiej 10 razy wyprzedzania zaniechać, niż raz  się pospieszyć. Moim zdaniem ulice przypominają czasem polowanie w  dżungli, z tym tylko, że zwierzyną łowną jesteśmy my.

Pozdrawiam Wojciech Sławiński

---
http://www.emotocykl.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz